Czerwiec 7, 2017

Lills – wywiad

Niesamowita, czarująca, pełna pasji i energii. Nurkowanie zamieniła na projektowanie i tworzenie niesamowitych pierścionków dla niezwykłych kobiet, takich jak Ona sama. Osobiście jestem oczarowana, dlatego i Wy musicie poznać Aleksandrę Bartnicką i jej niepowtarzalne dzieło Lills!

_DSC9488

Stylon: Trochę Cię rzucało po świecie, wiele pasji i ciekawych zajęć miałaś w życiu, zanim rozpoczęłaś pracę nad własną marką. Opowiesz nam trochę, jak wcześniej wyglądało Twoje życie?

Aleksandra Bartnicka: Długo by opowiadać. To było życie pełne przygód, podróży, poznawania niesamowitych miejsc i fantastycznych osób. Uwielbiałam nurkować (chyba dalej uwielbiam, ale od trzech lat nie byłam w wodzie, stąd czas przeszły) i fotografować. Podwodna fotografia mojego autorstwa wygrywała konkursy, to była wielka pasja. Umiejętności zdobyte w „tamtym życiu” do dziś procentują.

Stylon: Co się stało, że wróciłaś do Polski i postanowiłaś się zająć projektowaniem i tworzeniem biżuterii?

Aleksandra: Panuje teraz taki trend porzucania „fałszywego” życia w mieście, w korporacji. Ludzie wyjeżdżają na miesiąc czy nawet rok gdzieś w jakieś egzotyczne miejsce, zachłystują się tą egzotyką i to nagle staje się jedynie słuszną drogą. Ja byłam przez prawie dziesięć lat: na wyspach, na Równiku, na końcu świata. Rzucało mną tu i tam, w miejsca które absolutnie kocham, gdzie czułam, że żyję na 100%, ale jednak nie. Takie życie do niczego nie prowadziło, to było życie chwilą. Osobiście należę do osób, które chcą coś budować, do czegoś dążyć, coś po sobie zostawić i brakowało mi takiej stabilizacji, miejsca, w którym mogłabym osiąść i coś zbudować. Nurkowanie, które kocham ponad wszystko, było dla mnie zawodem bez perspektyw. Pieniądze były dobre, każdy dzień był wykańczający w taki pozytywny sposób! Człowiek zasypiał zmęczony i spał jak kamień. Ale w pewnym momencie jest się za starym na nurkowanie, cały azot nagromadzony w stawach daje o sobie znać i jeśli nie chce się być kapitanem łodzi  albo prowadzić sklepu nurkowego, to właściwie nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Nie chciałam, żeby mnie spotkało takie „nie wiem, co dalej ze sobą zrobić, mieszkam nigdzie, zajmuję się niczym”. Chciałam mieć swoje miejsce. To, że wróciłam do Polski, było bardziej przypadkiem niż planem, ale tak wyszło i ugrzęzłam! (śmiech) Zaczęłam budować z tego, co miałam pod ręką. Połączyłam wszystkie moje pasje w jedną: kolor, faktura, technologia, majsterkowanie – poszłam na kursy jubilerskie, a reszta jest historią.

18889091_1897770210436949_6726743277522911232_n stylon_1 studs_01

Stylon: Marka Lills to przede wszystkim kamienie i złoto. Projekty są proste, minimalistyczne i niepowtarzalne. Co Cię inspiruje?

Aleksandra: Kolory natury. Naprawdę. Może to takie stereotypowe stwierdzenie, ale świat, który nas otacza, jest piękny, jest w nim tyle światła i barw! Na każdym kroku można dostrzec magiczne momenty, kiedy promień słońca przenika przez liście, odbija się od kałuży… Poza tym zawsze gdzieś z tyłu głowy mam moje rafy koralowe i niesamowity podwodny świat. Kamienie, których używam, też są pełne koloru i światła, szczególnie dwukolorowe turmaliny, które są najpiękniejsze na świecie. Zupełnie nie kręcą mnie „zwykłe” brylanty, chociaż mam w ofercie nietypowe szare diamenty, w których wnętrzu cały czas coś się dzieje. Te kamienie naprawdę nie potrzebują, a nawet nie chcą, jakiejś wymyślnej oprawy, która odwróci od nich uwagę. Wystarczy im odrobina złota dla blasku i zaczarują świat.

Stylon: Biżuteria wykonywana ręcznie jest naprawdę wyjątkowa. Gdzie nauczyłaś się złotnictwa?

Aleksandra: Swoją przygodę ze złotnictwem zaczęłam w warszawskiej Wytwórni Antidotum u Piotra Małysza, znanego polskiego projektanta i twórcy. Nauczył mnie podstaw, a reszta to ciągła praktyka. Obecnie oprócz swojej pracowni spędzam też czas w warsztacie innego bardzo znanego polskiego projektanta. Złotnictwo to ciągła nauka, nie uważam się za eksperta w jakiejkolwiek jego dziedzinie, ale fascynuje mnie na tyle, by wciąż dążyć do perfekcji.

Stylon: Czy wszystkie produkty wykonujesz samodzielnie? Projekty i wykonawstwo zawsze od początku do końca jest Twoją pracą?

Aleksandra: Tak. Każdy kamień ma swój unikatowy kształt (nawet te owalne czy okrągłe nigdy nie są perfekcyjnie identyczne), więc każdy wymaga oprawy robionej indywidualnie, nie da się iść na skróty, kupując półfabrykaty. Jest kilka wzorów, gdzie musiałam zrobić formę do odlewu pewnego elementu, ponieważ inaczej robienie go od zera za każdym razem byłoby zbyt kosztowne i nieopłacalne, ale ten element też trzeba ręcznie zamontować i wykończyć, a odlewy metodą wosku traconego należą do tradycyjnych technik jubilerskich. Poza tym całe złoto przetapiam w pracowni, mam więc kontrolę nad stopem i kolorem kruszcu.

Stylon: Zdecydowałaś się na biżuterię w połączeniu kamieni ze złotem. Skąd pomysł, żeby wykorzystać akurat takie połączenie?

Aleksandra: Kocham kamienie! One są magiczne, niesamowite. Wybieram takie, które mają w sobie „to coś”, są niepowtarzalne. A złoto jest szlachetnym materiałem, który daje im godną oprawę. Poza tym uwielbiam kolor złota. Jego właściwości nadają mu też trwałość, dzięki czemu właścicielki pierścionków mogą się nimi cieszyć i cieszyć…

ring_stack_Lills_03 amethyst_mini 17882610_1260320917415194_8621855244210405376_n

Stylon: Planujesz wprowadzić inne elementy? Czy też połączenie kamieni ze złotem to baza i cechy charakterystyczne marki Lills?

Aleksandra: To zdecydowanie moja baza. Długo do niej dochodziłam, kiedy zaczynałam, robiłam inne rzeczy, pracowałam więcej w srebrze, trochę bałam się złota, bo drogie i cenne. Teraz marka Lills to kamienie i złoto i nie chcę się rozdrabniać. Od czasu do czasu na specjalne eventy czy targi zrobię kolekcję w srebrze, ale nie oferuję jej w sklepie, to wyjątkowe sytuacje i limitowane edycje.

Poza tym jestem uzależniona od turmalinów, wszystko, co zarobię, inwestuję z powrotem w kamienie i cieszę się jak dziecko, gdy dostanę nową partię. Koledzy w pracowni śmieją się ze mnie, wciąż straszą, że mnie nagrają przy odpakowywaniu kolejnej przesyłki, żebym mogła zobaczyć wyraz swojej twarzy i usłyszeć jak piskliwy z podekscytowania staje się mój głos. (śmiech)

Stylon: Czy Lills to dobry pomysł na zaręczyny?

Aleksandra: No ba! Bardzo często panowie kupują moje pierścionki na zaręczyny – bo są unikatowe i wyjątkowe jak ich wybranki, nie ma dwóch identycznych! Jeśli kobieta jest jedyna w swoim rodzaju, a każda jest, to zasługuje na jedyny w swoim rodzaju pierścionek. Zainspirowało mnie to zresztą do stworzenia kolekcji zaręczynowej, mam dosłownie tylko 10 kamieni na 10 złotych pierścionków. Już niedługo, kończę projekty oprawy, więc narazie nie będę więcej zdradzać.

Stylon: To już nie mogę się doczekać! Jak reagują klientki Lills na zakupioną biżuterię? Czy słyszysz same przyjemne komentarze?

Aleksandra: Klientki zakochują się w tych pierścionkach. Zdarza się, że chcą pierścionki zobaczyć na żywo przed zakupem, wpadają do mnie obejrzeć, ale to jest niebezpieczne, bo gdy tylko wezmą jakiś do ręki, są stracone! (śmiech)

18382458_1867893393458883_3935237701623611392_n 18445005_159093851292328_7840320029840113664_n 18888743_276474619491357_8133600686236499968_n

Stylon: Czy klientki chętnie wracają po kolejne produkty?

Aleksandra: Tak! Co bardzo mnie cieszy i utwierdza w przekonaniu, że widzą wartość tej biżuterii, jej magia daje im szczęście. Mam motyle w brzuchu jak słyszę, że pierścionek świetnie się nosi, że przywołuje uśmiech.

Stylon: Czego możemy Ci życzyć na przyszłość?

Aleksandra: Żeby wpadały mi w ręce jak najpiękniejsze kamienie, które będę mogła oprawić dla wyjątkowych kobiet i dzielić się ich magią!

Stylon: W takim razie samych wyjątkowych kamieni oraz sukcesów dla Ciebie i marki Lills!

Aleksandra: Dziękuję. A ja Wam życzę dni wypełnionych blaskiem i kolorem!

Stylon: Dziękujemy!

 

Jeżeli podobają Wam się pierścionki Lills, to koniecznie zobaczcie więcej TUTAJ!

Zdjęcia: < Powrót